Kliknij tutaj --> 🐙 wyrzuciłam syna z domu
Wśród osób, które oddalają się od Boga, są dzieci z bogobojnych rodzin. – Wyrzuciłam Kościół ze swojego życia, bo nie chcę być częścią zakłamanej instytucji, która kryje
Z siebie zdjąć i dać synowi, bo młodzi potrzebują więcej. Ale tak nie jest! To dzieci nam powinni już pomagać, a nie my im. Przyjaciółka Ireny nie zgadzała się z jej zachowaniem:-Ja bym tak nie mogła. Nie mogłabym wyrzucić syna z domu żeby poszedł do obcych ludzi. Tym bardziej, gdyby założył rodzinę.
Dopóki nie znalazłam w skrzynce anonimu z informacją, że mój „narzeczony” ma żonę i kilkuletniego syna. Wyrzuciłam łajdaka z domu i z serca natychmiast. Nie wiem, jakbym zniosła ten cios losu, gdyby nie to, że miesiąc później okazało się, że mój były zostawił mi cudowną pamiątkę – rosnące w brzuchu dziecko.
Wyrzuciłam męża z domu bo przy dziecku 4 miesięcznym krzyczał wyzywał mnie od psychicznie chorych i wariatek, bo zrobiłam mu awanturę że za miast wracać do domu zająć się dzieckiem to wolał jechać do swojej siostry.
We wtorek pięciu rosłych mężczyzn wraz z jednym z małżeństw z Ośna Lubuskiego wtargnęło do domu, w którym od ponad 20 lat zamieszkuje 70 letnia Wiesława Liberkowska i jej syn Jarosław. Mężczyźni wyważyli drzwi razem z futryną i próbowali usunąć lokatorów z domu. To była akcja niczym z filmu gangsterskiego. Pani Wiesława wykonywała zwykłe domowe […]
Site De Rencontre Vraiment Gratuit Pour Les Hommes. Już wielokrotnie zbierałam się do napisania tego wpisu, jednak za każdym razem odrobinę tchórzyłam, gdyż bałam się, że zostanie on potraktowany zero-jedynkowo. Mam jednak nadzieję, że okaże się może pewnego rodzaju inspiracją do niektórych zmian :-) Jako mama wiem jedno – każdego dnia budzę się ze świadomością, że dzisiaj, jak zresztą każdego dnia, znowu będę stała na straży zdrowia moich dzieci. Może to dla niektórych zabrzmieć górnolotnie, jednak ja wiem swoje – kiedy dzieci są zdrowe, to ja mogę góry przenosić! Natomiast kiedy chorują, to mam ochotę się schować i przeczekać najlepiej, aż ten czas minie. 2019 rok był dla nas w sumie łaskawy, gdybym chciała go „zdrowotnie” podsumowywać. Po pierwsze – zapewne dzięki temu, że dzieci są coraz większe i nabywają swoją naturalną odporność, która z roku na rok jest lepsza szczególnie u chłopców. Udało nam się też wielokrotnie zmienić „klimat”, a latem dbałam też o to, aby przy odpowiedniej ochronie przeciwsłonecznej zapewnić ich skórze dostęp do tego, by syntetyzowała się witamina D3! Ten temat jeszcze rozwinę w późniejszej części postu. W temacie nabywania odporności jeszcze wszystko przed moją Gaią, która od września ma iść do przedszkola – już drżę na samą myśl ;-) Ale do rzeczy. Dzisiaj przychodzę do Was z listą rzeczy, które wyrzuciłam z mojego domu dla zdrowia moich dzieci. Zapewne wiele z tych punktów może się okazać spójnych z Waszymi wyborami. Możliwe, że niektóre są dla Was zbyt dalekimi posunięciami – spokojnie, ja też kiedyś tak myślałam i zarzekałam się, że ja wiem swoje ;-) Jedno jest pewne – jako rodzice wiemy najlepiej, co jest dobre dla NASZYCH dzieci. I tego się trzymajmy! :-) 1. Wyrzuciłam z domu cukier trzcinowy! Uważam, że to był jeden z lepszych kroków, jaki mogłam zrobić dla naszego zdrowia. Nie tylko dlatego, że jest już udowodnione, że cukier osłabia „siły obronne” limfocytów – białych krwinek odpowiedzialnych za to, że rozprawiają się z patogenami. Również dlatego, że są to puste kalorie, które totalnie nic nie wnoszą do diety i funkcjonowania naszego organizmu. Kilka dni temu, siedząc w pewnym miejscu i zamawiając gorącą herbatę, nie mogłam wyjść z „podziwu”, jak pewna osoba (słusznych rozmiarów – myślę, że równie słusznych jak moje, gdy ważyłam prawie 30 kilo więcej niż teraz), prosiła Pana kelnera o „dodatkowe 6 cukrów” do swojej herbaty. Kubeczek nie miał więcej jak 250-300 ml, a owa osoba postanowiła posłodzić herbatę 4 łyżeczkami cukru co najmniej. To dało mi do myślenia, że cukier jest głęboko zakorzeniony chociażby w naszej kulinarnej tradycji i bardzo ciężko go wyplenić ;-) Ostatnio zastępuję go erytrytolem w wypiekach i idzie mi nienajgorzej ;-) 2. Wyrzuciłam z domu miody sztuczne, z mieszanek miodów z Chin, o czym producenci ukrywają informację. Teraz kupuję miód tylko od sprawdzonego pszczelarza, a ten sklepowy, z informacją, że „zawiera mieszankę miodów z krajów UE i spoza UE” omijam szerokim łukiem! Bo jeśli jest napisane, że zawiera mieszankę miodów spoza UE to możemy mieć 99% pewność, że jest to miód z Chin, który nic nie ma wspólnego z prawdziwym miodem, bo jego produkcja nie jest regulowana tak ściśle jak w Europie i mogą właściwie tam dodać do niego wszystko. Szczególnie, gdy mamy ogromną potrzebę posłodzenia herbaty, to słodzimy ją właśnie miodem pamiętając przy tym, aby temperatura płynu nie była większa niż 50-60 stopni Celsjusza. Jest udowodnione, że przy wyższych temperaturach tracimy bardzo wiele cennych właściwości miodu. Jestem wielką wielbicielką miodów i w domu mam np. cząbrowy, szałwiowy, faceliowy, chabrowy. Są pyszne i każdy ma inny smak i właściwości :-) Ten na zdjęciu to szałwiowy – jaki on ma smak, a jaki aromat! 3. Wyrzuciłam z domu niektóre ryby! Właściwie to przestałam je zwyczajnie kupować po tym, gdy dowiedziałam się, z jakich hodowli pochodzą i w jaki sposób są karmione. Nie kupuję na przykład tilapii przez wzgląd na to, że ta pochodząca z chińskich hodowli jest karmiona niewyobrażalną ilością antybiotyków i karmiona bardzo niskiej jakości paszami. Kolejną rybą jest panga, najczęściej pochodząca z hodowli wietnamskich, gdzie karmiona fatalnymi paszami pod względem ich składu i antybiotykami, staje się produktem, który nie powinien być obecny w diecie nie tylko dzieci, ale dorosłych również. O rybie maślanej chyba nie muszę wspominać – jej mięso zawiera woski, które nie są trawione przez układ pokarmowy człowieka i jej spożycie może grozić zatruciem. Za czasów mojego dzieciństwa mówiło się: – Dziecko, jedz ryby, bo zawierają dużo witaminy D! Tak, mięso ryby zawiera witaminę D, kwasy omega i inne cenne substancje, jednak z uwagi na to, że może zawierać również metale ciężkie, warto dokładnie przyjrzeć się, skąd pochodzi ryba, którą kupujemy. Ja osobiście staram się kupować ryby lokalne, z certyfikowanych hodowli, i np. dzikiego łososia, i unikam tych hodowanych w wodach norweskich i w Bałtyku. Poza tym – jest niezwykle trudne, by samą dietą uzupełnić np. poziom witaminy D w naszym organizmie. Dla przykładu – ja jestem smakoszem ryb, szczególnie oceanicznych i owoców morza. Można by przypuszczać, że poziom witaminy D, odpowiedzialnej również za odporność naszego organizmu (!), w moim organizmie jest wysoki. Kiedy podchodziłam do diety rok temu i moja pani dietetyk zleciła mi zrobienie badań, na poziom witaminy D, to okazało się, że jej poziom w moim organizmie jest wybitnie niski! Bez suplementacji nie dałabym rady. Po trzech miesiącach od jej suplementowania jej poziom znacznie się poprawił, a i dobre samopoczucie wzrosło! Do tej pory codziennie przyjmuję witaminę D. Uważam to za jeden z sukcesów, że trafiłam na osobę, która zwróciła uwagę na poziom witaminy D. Ba! Wiecie, że Światowa Organizacja Zdrowia zaleca przyjmowanie witaminy D dzieciom aż do 18 roku życia z sugestią, aby jej przyjmowanie kontynuować w życiu dorosłym? W naszej szerokości geograficznej to konieczność. Polecam Wam sprawdzenie poziomu witaminy D i konieczne sprawdzenie jej również u Waszych dzieci, dlatego warto poprosić o skierowanie na nie Waszego pediatrę. Szczególnie w sezonie zimowym, w którym narażone są na infekcje. Zakłada się, że każdy Polak mieszkający w Polsce nie suplementujący jej ma jej niedobory :( Moim dzieciom również wyszły niedobory, ale ratujemy się. Godnym zaufania suplementem diety, który mogę Wam polecić, jest Vibovit Immuno, aby uzupełnić niedobory witaminy D w diecie. Nie tylko jest preparatem multiwitaminowym, ale co dla mnie tutaj mega ważne, to zawiera maksymalną dla dzieci zawartość witaminy D3 i inne składniki wpływające korzystnie na prawidłowe funkcjonowanie układu immunologicznego (witaminę C, B6 i B12, i witaminę A). Swoją drogą! Czy Wy też jako dzieci wyjadaliście Vibovit z saszetek językiem albo palcami? ;-) Co to były za czasy! :D Vibovit Immuno jest polecany od 4. roku życia i jest w formie saszetek, które rozpuszcza się w 1/4 szklanki wody. U nas to jest moja karta przetargowa, aby zachęcić chłopców do picia większej ilości wody, bo ostatnio krucho u nich z płynami i każdego dnia jest to nieustanna walka o każdy łyk… Podtykam im szklanki z wodą już wszędzie, ale za nic w świecie nie udaje mi się dobić u nich do 2 czy 2,5 litra płynów na dzień. A to jest moja misja! ;-) 4. Wyrzuciłam z domu gumy do żucia! Tym razem wyrzuciłam je nie ze względu na to, że niektóre zawierają np. cukier, ale przede wszystkim na ryzyko zadławienia! Mieliśmy kilka tygodni temu „akcję” z Teośkiem, któremu wydzieliłam pod moją kontrolą połowę małej gumy do żucia i chłopczyk tak ją jakoś trzymał w buzi, że w pewnym momencie zaczął się nią dławić! Powiedziałam: KONIEC! To nie na moje nerwy. Jak będą więksi, mniej się będą rozpraszać i będą kontrolować to, jak coś trzymają w buzi, to pogadamy i możemy wtedy negocjować ;-) Zbiegła się ta sytuacja z grafiką, która mignęła mi na Facebooku dot. zadławień u dzieci i tego, jak należy niektóre np. owoce kroić, by nie były zagrożeniem dla małych dzieci. Np. winogrona warto kroić wzdłuż a nie wszerz. Warto zrezygnować z podawania popcornu czy orzeszków ziemnych małym dzieciom do lat 4, z uwagi na duże ryzyko zakleszczenia przedmiotu w drogach oddechowych. Wiecie, jak zaspokajam ich potrzebę żucia? Teośka żucie gumy trochę jakby go uspokajało, bo chłopczyk jest porywczy i potrzebuje dodatkowych bodźców. Teraz daję mu do żucia odsklepiny, które kupiłam od pszczelarza. Odsklepiny są zbudowane z wosku pszczelego i zawierają resztki nieodwirowanego miodu. Są nie tylko smaczne, ale również zdrowe. Poleca się ich żucie podczas przeziębień i np. problemów z zatokami. 5. Wyrzuciłam gąbki do kąpieli! Te które widzicie na poniższym zdjęciu, nigdy nie były przeze mnie używane i pełniły do tej pory dekoracyjną rolę w naszej łazience, a innymi słowami to ujmując – po prostu łapały niepotrzebnie dodatkowy kurz :D Gąbki do kąpieli i inne gadżety tego rodzaju to przedmioty, w których gromadzą się ogromne ilości bakterii nie tylko ze względu na to, że trudno je dosuszyć, ale zatrzymuje się na nich martwy naskórek, który jest pożywką dla bakterii właśnie. Tak jesteśmy skonstruowani przez naturę, że nasze dłonie są giętkie i spokojnie są w stanie asystować nam w myciu całego naszego ciała. Niepotrzebna nam żadna gąbka, serio :-) Ani to higieniczne ani niezbędne. 6. Wyrzuciłam zabawki kąpielowe, które są trudne do czyszczenia. Idąc za ciosem, kiedy wyrzucałam kiedyś gąbki, to w koszu wylądowały również wszystkie kaczuszki, smoki, żółwie i inne zabawki, których nie dało się wymyć w środku. Wystarczył mi jeden raz, kiedy pokusiłam się o rozcięcie kaczuszki kąpielowej, o czym zresztą kilka lat temu pisałam na blogu. Jej zawartość była dramatyczna :D 7. Słodycze! Moje dzieci mogą jeść słodycze tylko w soboty! O niedobra ja! ;-) Pewnie już nie raz przeczytaliście o tym u mnie, że moje dzieci mają Słodkie Soboty i tylko wtedy (i podczas większych okazji) mogą jeść słodycze. Na codzień ich nie jedzą, bo nie mają na to przyzwolenia. Czy przez to są nieszczęśliwi? Nie :-) Przyzwyczaili się, że słodycze są tylko w soboty i nawet nie próbują tego negocjować. Co ciekawe – kiedy ktoś przychodzi z jakimś słodkim prezentem komentują to często słowami: – A wiesz, że ja słodycze jem tylko w Słodką Sobotę? :D U nas dni tygodnia wyglądają następująco, co zauważyłam podczas teośkowego dialogu sprzed kilku tygodni: poniedziałek, wtorek, środa, czwartek, piątek, słodka sobota i gorzka niedziela :D Słodycze na co dzień zastępują nam suszone owoce. Próbowaliście może suszonego ananasa, czereśni czy bananów? Toż to jest majstersztyk! Warto sprawdzić, aby owoce były suszone bez siarki, którą producent ma obowiązek wypisać na opakowaniu, jeśli używał jej do konserwacji. 8. Na ile to możliwe, staram się kupować owoce polskich odmian, które nie są pokryte warstwą trudnozmywalnych albo prawie niezmywalnych (!) wosków. Wyrzucam te, które się okazały „pędzone” na samej chemii. Odkąd mam urządzenie, które sprawdza właściwości zdrowotne surowych, nieprzetworzonych warzyw, owoców, ryb i mięsa, odtąd otworzyłam oczy i wiem nareszcie, co jem. Do dzisiaj nie zapomnę, jak daleko poza skalę wyjechał mój miernik, kiedy zbadałam jeden z pomidorów i jabłko kupione w jednym z marketów. To dało mi do myślenia, jak bardzo wszystko, co jemy, musi być nawożone czy opryskiwane, by jak najdłużej zachować świeżość i jak najlepiej smakowało czy wyglądało. Latem miałam przyjemność jeść jabłka starych polskich odmian, jak np. Antonówka Zwykła, Kosztela i Szara Reneta. One miały smak! I każda z nich smakowała inaczej, a obecne jabłka z marketów smakują niestety podobnie albo … jak papier :( 9. Wyrzuciłam z domu gotowe mieszanki przypraw z niepotrzebnymi dodatkami, a postawiłam na własne mieszanki! Mam własną „jarzynkę”, na przykład. Własnej roboty mieszankę na kanapki i do sałatek :-) Ponadto ostatnio moim odkryciem jest imbir i kurkuma, którymi rozgrzewamy się na zimę. Nie sądziłam, że ich dodatek do herbat czy dań, tak wpłynie na odczuwanie ciepła! Ja jestem dopiero przed dużymi zmianami i wczytuję się właśnie w trzy książki traktujące o diecie rozgrzewającej, ale już czuję, że to wiele zmieni w moim samopoczuciu :-) Jasne, nadal zdarza mi się od czasu do czasu posłużyć gotowcami i nie traktuję tego w kategoriach zbrodni, ale dbam o to, aby jak najmniej przetworzonych produktów było w naszej diecie :-) Ciekawa jestem, jakich Wy zmian dokonaliście w ostatnich latach dla zdrowia waszych dzieci i co wyrzuciliście z Waszych domów i kuchni :-) Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu ❤ Możecie go też udostępnić, jeśli utożsamiacie się z moimi wyborami :-) Dziękuję! Partnerem mojego postu oraz naturalnego wspierania odporności jest Teva.
i Urszula wyrzuciła męża z domu Wokalistka Urszula Kasprzak (62 l.), znana z hitu „Dmuchawce, latawce, wiatr” opowiedziała o swoich dwóch małżeństwach. Okazuje się, że jej życie prywatne pełne było dramatów. Pierwszego męża trzymała za ręce, gdy ten umierał na raka. Później szybko związała się z o 20 lat młodszym dźwiękowcem, Tomaszem Kujawskim. Mężczyzna uzależnił się od alkoholu i narkotyków. Urszuli nie pozostało nic innego, jak wyrzucić go z domu. Urszula znalazła w życiu dwie wielkie miłości. Niestety, obie były pełne dramatów... Gdy jej pierwszy mąż, gitarzysta Stanisław Zybowski, zmarł na raka, Urszula nie widziała sensu życia. Tym większym szokiem dla jej otoczenia było, gdy 1,5 roku później zaszła w ciążę ze swoim dźwiękowcem - młodszym aż o 20 lat Tomaszem Kujawskim. Para musiała mierzyć się z atakami, że związała się tak szybko po śmierci pierwszego męża piosenkarki. ZOBACZ TEŻ: Ludzie przyjeżdżają tu po odkupienie win. Raz w roku można dostać rozgrzeszenie Po śmierci Stanisława Zybowskiego Urszula związała się z młodszym o 20 lat Tomaszem Kujawskim - Tomek walczył z wiatrakami. Rozpaczliwie próbował udowodnić, że jest tym właściwym mężczyzną, bo mnie kocha. Próbował te stresy uśpić alkoholem, a że miał kaskę, to i innymi używkami: koksem, trawą czy co tam było dostępne. Aż w końcu przestał nad sobą panować. Pogrążał się w sobie i uzależnieniach - opisała wokalistka w swojej autobiografii pt. "Urszula". NIE PRZEGAP: Zamurowało nas. Tak Urszula wygląda w wieku 62 lat. To naprawdę ona?! Drugi mąż Urszuli miał problemy z alkoholem i narkotykami. Artystka nie zdawała sobie sprawy z uzależnienia Gwiazda długo nie zdawała sobie sprawy z uzależnienia męża. I chroniła go. - Oczywiście zazwyczaj usiłowałam go wytłumaczyć. Brałam pod uwagę, przez co przechodzi. Słowem, byłam współuzależniona. To również moje pobłażanie sprawiło, że tak się rozwijał, rozwijał, rozkręcał, rozkręcał… W końcu odbił się od ściany. Wiedzieliśmy, że dalej tak być nie może, że musi nam ktoś pomóc, bo sami z tego nie wyjdziemy. Nie spodziewał się jednak, że każę mu się wyprowadzić, że zagrożę rozstaniem. No ale cóż… Za bardzo się pogubiliśmy, przestaliśmy się dogadywać, przez co tkwiłam ciągle w jakimś wewnętrznym napięciu. A ja lubię mieć spokój i w sobie, i w domu. Nie było więc innego wyjścia niż rozstanie. Terapia szokowa - opisała Urszula w książce. Urszula wyrzuciła z domu męża. Była pewna swojej decyzji - Choć ta decyzja dużo mnie kosztowała. Intuicja mi jednak mówiła, że postępuję słusznie. (...) Decyzję o rozstaniu podjęłam ja, to fakt, ale po kilku latach Tomek mi za nią podziękował. Bo dzięki temu, że wtedy „wyrzuciłam go z domu”, musiał się zmierzyć z rzeczywistością. Znalazł ośrodek odwykowy w Charcicach koło Poznania i z własnej woli zgłosił się do niego na leczenie. Mało tego! Dał się w nim zamknąć na dwa miesiące i poddał rygorowi, który tam panuje - wspomina piosenkarka z wielką ulgą. Dzięki tej decyzji Urszula i Tomasz Kujawski są dziś wspaniałym małżeństwem, a ich wspólny syn - Szymon - ma już 19 lat.
Wojtuś, dokąd się wybierasz? – spytałam. Była północ. Mój czternastoletni syn kucał w przedpokoju, próbując rozplątać sznurówki. Obok stał jego szkolny plecak. Dopiero po chwili zauważyłam, że kurtkę włożył wprost na piżamę. Działo się coś niedobrego. Wojtek spojrzał na mnie i już wiedziałem, że moje podejrzenia są zasadne. Łzy spływały po jego zaczerwienionej twarzy. – Co się stało?! – dopadłam do niego, złapałam za ramiona. Wyrwał mi się z wściekłością. Zacisnął pięści. Nigdy go takim nie widziałam. Założył trampki, zarzucił plecak na ramię i wstał. – Nie będę mieszkać z tym gnojem! – warknął przez łzy. – Przenoszę się do babci. Byłam w szoku. Jego słowa, zachowanie... – Synku, nie wychodź – błagałam. – Porozmawiajmy. Wyciągnęłam rękę, żeby go zatrzymać, ale złapał już za klamkę. – Zrób z nim porządek – wykrztusił na koniec i wyszedł, trzaskając drzwiami. Oniemiałam. Poczucie klęski było paraliżujące, osunęłam się po ścianie. Moi kochani synkowie. Wojtek... Janek... Co się tutaj działo? – Janek! Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam do pokoju chłopców. Zapaliłam światło. Zdębiałam. Mój starszy syn siedział na kanapie wpatrzony w przestrzeń. Coś mówił. – I co ty sobie myślisz w ogóle? Taki jesteś mądry? – powtarzał jak katarynka. Rozmawiał z powietrzem, jakby miał halucynacje. Wzięłam kilka głębokich wdechów, żeby opanować narastającą panikę, usiadłam obok niego i delikatnie wzięłam go za rękę. – Janku, wszystko w porządku? Tu nikogo nie ma. Zamilkł i obrócił głowę w moją stronę. Patrzył przekrwionymi oczami tak, jakby mnie nie widział, ale po chwili zamrugał kilkakrotnie i wrócił do rzeczywistości. – Mama? – sprawiał wrażenie zdziwionego. – U mnie okej. Szczyl się wyprowadził. Super. Mam pokój dla siebie – wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Nie mów tak – żachnęłam się. – To twój brat. Obaj dawno powinniście spać, a on uciekł. Natychmiast mi powiedz, co się stało. Zamieniłam się w słuch. Janek tymczasem odgarnął kołdrę i jakby nigdy nic położył się spać. Potrząsnęłam nim kilka razy, ale ani myślał otworzyć oczu. Odwrócił się do ściany i zaczął chrapać. Jak mogłam nie widzieć, co się z nim dzieje?! Wstałam. Zostawiłam uchylone drzwi i przeszłam do salonu. Odczekałam piętnaście minut, w trakcie których Wojtek powinien dotrzeć do domu mojej matki. Na szczęście mieszkała niedaleko. Wzięłam telefon i wybrałam numer. – Tak, Wojtuś przyszedł do nas przed chwilą. Jest w toalecie. Rozkładam mu kanapę w pokoju gościnnym. Pogadamy jutro, dobrze? Spróbuj się nie martwić. Łatwo powiedzieć, trudnej wykonać. Najważniejsze, że obaj moi synowie byli bezpieczni. Następnego ranka Janek wyskoczył z pokoju ubrany, gotowy do wyjścia na uczelnię, uśmiechnięty, rzucił w przelocie „cześć, pa” i tyle go widziałam. Zadzwoniłam do mamy. Wojtek był już w szkole. Mamie udało się z niego wydobyć tylko tyle, że nie chce mieszkać w pokoju razem z bratem. Nie chciał powiedzieć dlaczego. Stwierdził, że to moja rola, by zrobić z Jankiem porządek. Problem w tym, że nie wiedziałam, o co chodzi. Mama też była skołowana, bo do tej pory chłopcy się uwielbiali. Cichy, spokojny, rozsądny Wojtek był zapatrzony w wesołego, pełnego energii, wygadanego Janka. Żadna z nas nie zauważyła wcześniej zmian w relacjach między nimi. Janek zadzwonił wieczorem. Powiedział, że pomaga koledze w malowaniu pokoju, więc zostanie u niego na noc. Nie miałam innego wyjścia, jak odłożyć rozmowę do czasu jego powrotu. Wrócił nad ranem i poszedł prosto do pokoju. Ruszyłam za nim. – Jestem zmęczony – wyjęczał, padając na łóżko. – Beznadziejnie zmęczony. Cały świat jest beznadziejny. Zdawał się otępiały, przybity. Nawet pociągał nosem, jakby płakał. Niemniej zasnął błyskawicznie. To była sobota. Zabrałam klucz Janka, zamknęłam drzwi mieszkania od zewnątrz i poszłam do mamy. Musiałam przepytać Wojtka. Siedział na kanapie. Przywitał się, ale zaraz stwierdził: – Idę na podwórko. Porozmawiaj z babcią. Mama zrobiła herbatę. – To nie będzie łatwa rozmowa, Marzenko, ale sprawa jest poważna. Musimy coś zrobić – zaczęła z grobową miną. – Janek bierze jakieś prochy. Zakręciło mi się w głowie. – Mój Janek? To jakiś absurd! Kto ci tak powiedział?! – Wojtek – wyjaśniła. – Namówiłam go do zwierzeń i jest pewien tego, co mówi. Przyłapał Janka. To poważny problem. Jakiś chłopak z jego szkoły zapadł po nich w śpiączkę. Wie, jakie są objawy i nieraz widział je u Janka. – Mój Boże… – szepnęłam. „A może to nieprawda”, łudziłam się. „Może Wojtuś przesadza, pokłócił się o coś z bratem i teraz…” Mama wręczyła mi plik kartek. – Zobacz, tu są wszystkie najważniejsze informacje. Skoncentrowałam wzrok na wydrukach. Im więcej czytałam, tym bardziej docierało do mnie, że to niestety nie jest pomyłka. Osoba zażywająca dopalacze może dużo spać, mieć przekrwione, napuchnięte oczy. Opis idealnie pasował do Janka. A ja głupia myślałam, że to ze zmęczenia, bo łączył studia z pracą. Uzależniony od dopalaczy może mieć też urojenia albo stany depresyjne. Znów wszystko pasowało do Janka. Spojrzałam znad kartek na mamę. – Piszą tu, że to mieszanka trucizn groźnych jak muchomory. Mogą prowadzić do zawału serca, udaru mózgu, niewydolności nerek lub samobójstwa. Chryste! Muszę go ratować! Zerwałam się z kanapy. – Marzenko, spokojnie – mitygowała mama. – Janek jest na razie cały i zdrowy. Niech śpi. Niech się wyśpi, otrzeźwieje. Ale potem bez poważnej rozmowy i konkretnych ustaleń się nie obędzie. – Jak mogłam być tak ślepa? Mama objęła mnie mocno. – Nie jesteś w stanie kontrolować wszystkiego – powiedziała. – Ale teraz już wiesz i musisz zareagować. Przed wyjściem przytuliłam Wojtka, przeprosiłam, podziękowałam za powiedzenie prawdy o Janku. Obiecałam, że jeszcze dziś to załatwię, tak by mógł wrócić do domu. Rozstaliśmy się w zgodzie. Teraz czekało mnie najtrudniejsze zadanie. Nie mogę pozwolić mu zniszczyć naszej rodziny! Gdy wróciłam do mieszkania Janek siedział w kuchni. Wyglądał na przytomnego i odprężonego. Chyba nic nie brał. Bez zbędnych wstępów powiedziałam, co wiem. Zablefowałam, że znalazłam w jego spodniach pustą torebkę po dopalaczach. Musiałam trafić, bo się przyznał. – Twoja przygoda z dopalaczami właśnie się skończyła – oświadczyłam. Obiecał, że już nigdy nie weźmie. Ja obiecałam, że będę go wspierać, ale ostrzegłam też, że będę konsekwentna w sprawowaniu kontroli. Od tej pory miał dzwonić codziennie w południe, wracać od razu po zajęciach, wieczory spędzać w domu. Jeśli chciał się spotkać z kolegą, to tylko w mojej obecności. Zmusiłam go, by zadzwonił na telefon zaufania. Wypytaliśmy o radzenie sobie ze skutkami uzależnień. Dostaliśmy numer do poradni. Janek zobowiązał się, że tam pójdzie. To była bardzo szczera, długa i bolesna rozmowa, ale czułam, że złapałam z synem kontakt. Jeszcze tego samego dnia przeniosłam swoje rzeczy z sypialni do salonu. Wojtek dostał oddzielny pokój i zgodził się wrócić. Gdy przekładał ciuchy na opróżnione przeze mnie półki, byłam szczęśliwa jak nigdy. Miałam z powrotem swoich synów. Niestety sielanka nie trwała długo. Pewnego wieczoru do Janka przyszedł kolega. Syn odzyskał moje zaufanie – bo bardzo chciałam mu ufać – więc pozwoliłam im zamknąć drzwi. Po jakimś czasie włączyli muzykę. Głośno. Akurat oglądaliśmy z Wojtkiem film. Spojrzeliśmy na siebie – on był wściekły, ja przerażona i zawiedziona. Oboje wiedzieliśmy, co jest grane. Dotarły do nas pokrzykiwania Janka i jego kumpla, wybuchy radości, hałas przewracanych krzeseł. Wojtek wstał z zaciętą miną. – Poczekaj – złapałam go za rękę. Zrozumiałam, że jeśli znów odejdzie, tym razem nie wróci. Nie mogłam na to pozwolić. Nie mogłam stracić ich obu! Gdy wdrażałam się w temat uzależnień, zaznajomiłam się z opowieściami rodziców. Współuzależnionych z powodu swoich dzieci, równie zagubionych i nieszczęśliwych jak one, czasem nawet bardziej, bo ich nic nie znieczulało. Brnęli w mrok, pozwalali się okradać, oszukiwać, dręczyć, bo wciąż mieli nadzieję, wciąż wybaczali, dawali kolejne szanse, a dzieciak pogrążał się coraz bardziej, ciągnąc całą rodzinę za sobą. Nie chciałam tak… Wparowałam do pokoju Janka. Chłopcy szaleli. Obijali się o ściany jak trafione bombowce. Zahaczali o różne przedmioty, zrzucając je na podłogę. Torebki po dopalaczach leżały na biurku. Nawet się nie kryli. – Wynocha! – wrzasnęłam do kumpla syna. Z radością zabrał kurtkę i pognał do drzwi. Wyłączyłam muzykę. Kazałam Jankowi się uspokoić. – Matka, wyluzuj – zachichotał. – Mam tylko jedno życie, co nie? Trzasnęłam go w twarz. To był niekontrolowany odruch, silniejszy ode mnie, ale odniósł skutek. Janek zatrzymał się z rozdziawionymi ustami. – Nie pozwolę ci zniszczyć tej rodziny! – powiedziałam twardo. To był moment, w którym podjęłam decyzję. Z pomocą Wojtka wsadziłam Janka do auta i zawiozłam go do szpitala. Zabrali go na odtrucie, kazali wrócić nad ranem. Miałam całą noc, by wszystko dokładnie przemyśleć i nie znalazłam innego wyjścia. Musiałam ratować jednego syna przed drugim. Kiedy Janek wyszedł ze szpitala, załatwiłam mu pokój na stancji, który opłaciłam za trzy miesiące z góry. Zaprowadziłam go do psychologa. Powiedziałam, że zawsze może do mnie dzwonić, ale póki się nie opamięta, ma się trzymać od nas z daleka. Rozmawiamy codziennie. Twierdzi, że regularnie chodzi na terapię. Na razie Wojtek nie chce z nim gadać, ale nic na siłę. Najważniejsze, że mój młodszy syn odzyskał spokój; znów się uśmiecha i czuje się bezpieczny we własnym domu. Mój uśmiech zaprawiony jest goryczą. Martwię się o Janka. Chyba już nigdy nie przestanę. Pozostaje mi nadzieja, iż mój pierworodny nauczy się cieszyć życiem jak kiedyś – naturalnie, prawdziwie, bez zabójczych wspomagaczy. Marzena, 44 lata Czytaj także: „Z dobrej woli pomogłam synowi przy wychowaniu wnuka. Z czasem stałam się ich służbą, a oni zaczęli mnie wyśmiewać” „Córka po stracie babci ma okropną traumę. Widziała śmierć na własne oczy, zamknęła się w sobie i przestała mówić” „Przyłapałam syna i jego kolegów na oglądaniu sprośnych zdjęć. Okazało się, że byli na nich rodzice jednego z chłopców”
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2010-06-07 12:17:05 buba2282 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-07 Posty: 7 Wiek: 31 Temat: wyrzuciłam go z domuWitam, jestem tu nowa, postaram się w skrócie napisać o co 3 lat byłam z facetem, z tego 2 lata mieszkaliśmy razem. Kłótnie wiecznie przez jego matkę, wg mnie dla niego, ona była ważniejsza ode mnie. Non stop się wtrącała - żyła życiem innych, a sama ma problemy z mężem alkoholikiem. Kilka dni temu wieczorem mój mężczyzna po jednym zdaniu z mojej strony, bez kłótni wyszedł z domu, pisałam, dzwoniłam i nic, pół nocy nie spałam, zadzwoniłam do jego matki - stwierdziła, że nie ma go u niej. W końcu ON napisał sms - pojechał do miasta rodzinnego gdzie pił z kolegami do upadłego, kolejnego dnia wieczorem wrócił - śmierdziało z kilometra wódką, kazałam mu oddać klucze i się wyprowadzić - mój dom to nie hotel. W nerwach zabrał rzeczy - zachował się karygodnie - szydził z mnie, po 3 godzinach zaczął pisać sms jakby się nic nie stało, nie dzwonił wcale, tylko pisał. Jednak dwa dni już milczy. U mnie miał się za dobrze, pomagałam mu w każdej kwestii życia - praca, szkoła, wyciągnęłam rękę, pokazałam mu życie jakiego nigdy nie miał przy ojcu alkoholiku. Dałam mu jedną szansę - już kiedyś i był spokój do teraz. Był świadomy, że jak znowu zawali, to koniec. Wywaliłam go na własne wiem czy będzie w stanie pogadać jak normalny człowiek? Co mam robić? Głupia sytuacja bo między nami oprócz spraw z jego matką było OK. Nie znam powodu tego wyskoku, nawet nie wiem gdzie jest jakaś szansa czy mam sobie darować? Jak on się może zachować? 2 Odpowiedź przez szirina 2010-06-07 12:44:10 szirina Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-11-30 Posty: 1,147 Wiek: 24 Odp: wyrzuciłam go z domu nie rób nic .... czekaj żyj i nie rób nic. dobrze zrobiłaś. więc nie obarczaj się winą dojrzały facet nie zachowuje się jak dziecko które nie dostało ma skłonności do alkoholu ( a już pokazał że w sytuacjach kryzysowych ma ) to lepiej nie pakuj się w to bo potem będziesz miała jak jego mama. kiedy facet odreagowuje alkoholem to nie wróży nic dobregoale to moje zdanie If you wanna be somebodyIf you wanna go somewhereYou better wake up ......... and pay attention !!!!!!!! 3 Odpowiedź przez myszkaa__18 2010-06-07 13:06:34 myszkaa__18 Woman In Red Nieaktywny Zawód: Fryzjerka Zarejestrowany: 2010-01-15 Posty: 249 Wiek: 18 Odp: wyrzuciłam go z domudokładnie . powinnaś nic nie robić , to on 'nabroił' i on musi starać się odzyskać na nowo Ciebie . Powinniście zacząć szczerze rozmawiać i wyjaśniać każdy problem. 4 Odpowiedź przez pennylane 2010-06-07 13:57:21 pennylane 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-07-07 Posty: 2,547 Wiek: 26 Odp: wyrzuciłam go z domu Buba, podziwiam Cię, że tak stanowczo zareagowałaś. Gratulacje! Mi długo zajęło zanim się na to zdecydowałam - wybaczałam w kółko, łącznie chyba z 4 takie końcu jednak zrobiłam dokładnie to, co ty - wywaliłam go z domu. Oczywiście, że pisał, próbował zwalać winę na mnie, potem przepraszać, potem przychodził do mnie po nocy pijany i chciał, żebym mu pozwoliła zostać na noc. Nie było łatwo! Wiedziałam jednak, że bez konsekwencji niczego nie zdziałam. I w końcu ogarnął się - po nocy spędzonej zimą (a jaka była tego roku zima to każdy wie) na dworcu. Poprosił siostrę o zamieszkanie u niej, poszedł na terapię i baardzo się starał. Dopiero po ponad miesiącu zdecydowałam się dać mu jeszcze jedną szansę - i cóż, od pół roku nie pije. Zrezygnował z wielu rzeczy żeby w tym wytrwać i jestem z niego dumna ogromnie - nie mówiąc już o tym jak nasz związek się przez to jednak, że gdybym wtedy się ugięła - dziś byłoby to facetów z takimi problemami i w takich sytuacjach mogę prognozować, że jak nie będziesz odpisywać to w końcu zadzwoni. Będzie chciał rozmawiać. Jedyne, co możesz zrobić wtedy to powiedzieć mu jasno co i gdzie Cię boli i żeby sam wymyślił co chce dalej robić w życiu. Czekaj na jego decyzję i mu jej nie podsuwaj (typu - jeżeli pójdziesz się leczyć to..., jeżeli przestaniesz się kumplować z tymi kolesiami to..., jeżeli pogadasz szczerze z mamą to...). Niech on sam na to wpadnie - przecież tak naprawdę doskonale wie co bardziej, że dowiesz się czy jemu zależy tylko na uklepaniu sprawy - tak do następnego wyskoku czy też o prawdziwe zmierzenie się z problemami i pokonanie czy owak pisz tutaj - bo nie będzie Ci łatwo. Postaram się zawsze Ci odpisać jak tylko będziesz miała gorsze i trzymam kciuki! Are you an idiot? No, sir, I'm a dreamer 5 Odpowiedź przez buba2282 2010-06-07 14:21:03 buba2282 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-07 Posty: 7 Wiek: 31 Odp: wyrzuciłam go z domu pennylane napisał/a:Buba, podziwiam Cię, że tak stanowczo zareagowałaś. Gratulacje!Dziękuję za dobre słowa, dałam mu już szansę wcześniej i ją zmarnował, a ja sobą nie dam pomiatać, on mi wchodził na głowę, a ja przymykałam oko. Wiele razy robił mi na złość, ja mówiłam, że też mu kiedyś zrobię - raz i porządnie - po prostu miałam dość; wydzwaniałam w tej nocy po różnych ludziach, szukając go, aż wstyd. Wiedział co robi, uświadamiałam go nie jeden raz, że tak zrobię, jak to się zdarzy. Nie mam zamiaru takich rzeczy tolerować, jestem poukładaną dorosła kobietą, mam dobre studia i świetną pracą, mam swoje cele w życiu, a co będzie jak będzie dziecko - rodzina? Też będzie uciekał i szlajał się po nocach....Dokładnie tak jak mówisz, próbował winę zwalić na mnie. Tyle, że ja tym razem na prawdę się wkurzyłam i nie mam zamiaru kontaktować się z nim. Teraz czekam na jego reakcję, jednak mam wrażenie, że jemu to teraz pasuje, koledzy, zabawa, jednak to jest na chwile....tylko jak się obudzi będzie za późno - palec w nocniku. 6 Odpowiedź przez pennylane 2010-06-07 14:48:52 pennylane 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-07-07 Posty: 2,547 Wiek: 26 Odp: wyrzuciłam go z domu Oj, nawet nie wiesz jak dokładnie Cię z nas w takiej sytuacji musi odpowiedzieć sobie na pytanie czy warto ryzykować na przyszłość. U mnie wygrała miłość i faktycznie mój chłopak przekonał mnie tym wszystkim co zrobił po tym jak go wyrzuciłam. Między innymi odszedł z zespołu, w którym grał wiele lat i który kochał dlatego, że wiedział, iż jest to bardzo złe towarzystwo... Pytanie jednak - czy chcesz żyć w niepewności? Nie wiem czy Twój chłopak ma problem z alkoholem ale jego zachowanie wksazuje na to, że nawet jesli nie to jest na najlepszej do tego drodze, więc powinnaś wiedzieć, że z takim człowiekiem to jest wieczne życie na bombie. Ja się na to zdecydowałam cóż, z miłości ale wiem, że potrzeba bardzo dużo wytrwałości i chęci obu stron aby po ludziach, martwiłaś się - moja droga, znam to. Ja jeździłam rycząc i lejąc łzy w panice po całym mieście - Warszawie! więc nie małym szukając go kilka razy. Oczywiście same czarne scenariusze w głowie - a on po prostu ochoty nie miał żeby porozmawiać. Nie wiem czy u Twojego chłopaka jest to spowodowane piciem, charakterem czy wpływem kumpli - a może wszystkim naraz - nie mniej jednak jeśli teraz się ugniesz to on nauczy się coraz częściej takie akcje wykręcać świadom, że prędzej czy później mu wybaczysz. Piszesz, że ma obsesyjnie kochającą mamusię - to nie dobrze bo ona przyjmie go zawsze pod swój dach a dobrze by było jakby został sam na lodzie. Może jednak codziennie dojeżdżanie z rodzinnego miasta do pracy czy szkoły przemówi mu do rozsądku. Jakiekolwiek by to nie były konsekwencje on musi je odczuć i sam wpaść na to, co masz absolutne prawo być teraz siermiężnie wściekła. Nie zdziwię się jeżeli on wkrótce zacznie wydzwaniać - raz odbierzesz żeby mu powiedzieć co przygotowałaś (bo na pewno już przygotowałaś) to będzie co chwila dzwonił od nowa i próbował prowadzić bezsensowne rozmowy. W takich chwilach najtrudniej jest nie ulec - dlatego od razu wycisz telefon i usiądź na kanapie oglądając jakiś super film albo umów się ze znajomymi. Spokojnie czekaj na jego ruch - nigdy nie wiadomo, może faktycznie zrobi coś, co Cię przekona aby mu znowu zaufać. Ja też zapierałam się rękami i nogami, że nigdy nie wybaczę - a tu proszę Are you an idiot? No, sir, I'm a dreamer 7 Odpowiedź przez buba2282 2010-06-08 08:12:59 buba2282 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-07 Posty: 7 Wiek: 31 Odp: wyrzuciłam go z domu pennylane napisał/a:a on po prostu ochoty nie miał żeby przyjechał wczoraj z pochyloną głową, jednak nie ugięłam się, powiedziałam co jest grane. Okazało się, że nie był z kolegami, ale pił w domu - z ojcem - porażka. Czemu tak zrobił - "nie wie - impulsywnie"Kazał matce nie rozmawiać z mną i tak jak u Ciebie, nie miał sam ochoty rozmawiać. Na szczęście nic nie obiecywał, postawiłam pewne warunki. Ma je przemyśleć, nie określiłam się czy chce z nim nadal być. Widać było, że zrozumiał co nawyrabiał, ale nic go nie usprawiedliwia. Nie wiem co mam zrobić, mam mieszane uczucia, muszę się zastanowić. Dokładnie, tak jak piszesz, on musi się teraz wykazać i nie ma innej możliwości. Jednak mam już swój wiek i chciałabym założyć rodzinę, boję się, że stracę czas... Jedno jest pewne, nie będzie u mnie mieszkał jak na razie. Co do alkoholu - to się zdarzyło drugi raz, od 3 lat. Oczywiście jest też niepewność - że jaki ojciec taki syn. 8 Odpowiedź przez mylenne 2010-06-08 09:13:10 mylenne Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: studentka Zarejestrowany: 2009-05-21 Posty: 754 Wiek: 21 Odp: wyrzuciłam go z domu Nie można facetowi pozwolić wejść Ci na glowę. Myślę że dobrze zrobilaś. I powinnaś się tego trzymać, być jak najbardziej konsekwentną w podjętej decyzji. Sam wie co zrobil źle, wiedzial że nie może sobie na to pozowolić, a jednak emocje byly silniejsze nic rozum. Powinien dostać nauczkę, i myślę ze dostal. Napisalaś o sobie że jesteś dorosą kobietą, masz pracę, i fajne studia nie marnuj tego dla faceta. Znajdziesz takiego który doceni to jaki dom stwarzasz dla to że teraz chleje z kumplami to normalne,ale nadejdzie chwila przebudzenia, i może być za późno. Facetom nie powinno dawać się nie wiadomo ilu szans, bo się do tego przyzwyczajają i potem myślą że wszystko im żeby moje przyjaciólki byly tak zdecydowane, i odważne jak Ty... Nigdy Nie Mów Nie Mów Zawsze. 9 Odpowiedź przez buba2282 2010-06-08 13:14:53 buba2282 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-07 Posty: 7 Wiek: 31 Odp: wyrzuciłam go z domuDodam jeszcze, że nie powiedziałam, że ma się wynosić czy coś w tym stylu, tylko chciałam klucze z domu, a on w nerwach się spakował i poszedł. 10 Odpowiedź przez buba2282 2010-06-10 11:33:27 buba2282 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-06-07 Posty: 7 Wiek: 31 Odp: wyrzuciłam go z domuJestem tutaj ponownie, gdyż to nie koniec moich problemów. Jak pisałam, pojawił się, wie że źle zrobił, postawiłam pewne warunki, jednak na pewno nie zamieszkam z nim jak na razie. Po zatym wg mnie jemu i tak jest dobrze u rodziców. Cały czas myślę o tym co się stało i nie umiem sobie z tym poradzić. On mnie strasznie rani i nadal to robi. Przez te kilka dni, w których nie widzieliśmy się, wymienił się numerami z pewną kobietą, dostał od niej wiadomość jak był u mnie. Twierdzi, że to znajoma, którą zna długo, jest dużo starsza, nawet do niej dzwonił aby mi udowodnić. Nie wiem jak mam na to zareagować, 2 min mnie nie było, a on takie szopki odstawia, rozdał pewnie swój numer na lewo i prawo. Raczej nie widzę dalej związku, kocham go ale ja tak żyć nie chce. Teraz jak już nie mieszkamy razem - jest inaczej, nawet nie będę wiedziała co robi, czy gdzieś chodzi po nocach itd. Ten etap mieliśmy za sobą, za czasów nie mieszkania razem. Wiadomo więcej luzu. Ale sporo się zmienia jak już mieszka razem - wiadomo. Teraz znowu powrót do początku...On się zapiera, mówi że nie odpuści i będzie walczył. Ale czy to ma sens?? Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
- Pan Marek jest moim sąsiadem od wielu lat. Nie mogłem go tak zostawić. To jest niedorzeczne by człowiek w takich warunkach mieszkał, zwłaszcza, że ma własne mieszkanie – mówi Marek Maślankowski, sąsiad pana Marka. 59-letni pan Marek bardzo długo mieszkał ze swoją matką. Dopiero siedem lat temu ożenił się. Wraz z żoną dali matce pieniądze na wykupienie mieszkania na własność. Ta zgodziła im się przekazać lokal w zamian za dożywotnią opiekę nad nią. Sytuacja zmieniła się po śmierci żony pana Marka, przeszedł załamanie nerwowe i próbował wrócić do domu rodzinnego. Początkowo mieszkał w komórce udostępnionej przez sąsiadów. - Matka pana Marka powiedziała nam, że my jako sąsiedzi, nie mamy się wtrącać bo to jest ich sprawa. Ja pana Marka znam od dzieciństwa. To bardzo w porządku człowiek, nie mogłabym powiedzieć na niego złego słowa. Ja się z nim uczyłam w szkole, razem się wychowywaliśmy. Ma dobre serce. I podejrzewam, że dla tej matki też chciał być dobry. Ale w tej sytuacji, to jemu psychika też siada… - opowiada Danuta Stępień. Pan Marek kilka lat temu miał wypadek, nie może pracować i żyje w renty. Mężczyzna nie ma dostępu ani do bieżącej wody, ani prądu. Na co dzień pomaga mu sąsiadka - To jest druga moja matka. Codziennie rano daje mi kawę. A od matki nie mogę się nawet herbaty doprosić, gdy proszę by mi dała na noc – mówi pan Marek. - Nikt nie daje naprawić tego problemu. Tu jest mróz. Przecież to jak ona go traktuje, to, to jest niehumanitarne – dodaje Janina Grzmiel, sąsiadka pana Marka. - To co mówi mój syn, to wszystko kłamstwo. Bo jak ja bym go wpuściła, to by mnie zabił. On już tu wszedł i mnie szarpał. On sobie zasłużył na takie warunki. Ja muszę mieć swoją własność. Musi być przez sąd wykreślone to. Myśmy chcieli mu pomów. A on co? Bo butelka jest ważniejsza od tego wszystkiego – krzyczy zza drzwi do reportera UWAGI! matka pana Marka. Policjanci, przyznają, ze kilka razy interweniowali w tym miejscu, gdy pan Marek był nietrzeźwy. Ale nie uważają, żeby mógł zrobić krzywdę matce. - Zawsze interwencje dotyczyły pukania do drzwi. Dzielnicowy widział, że tam jest konflikt. Matka wpuszczała dzielnicowego do mieszkania, jednak zawsze zaznaczała, że syn tam nie ma wstępu. Policjanci instruowali pana Marka, że by sprawę załatwić musi on założyć sprawę w sądzie cywilnym – mówi st. asp. Dawid Krajewski ,rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Tczewie. Gdy pracownicy Ośrodka Pomocy Społecznej dowiedzieli się o wizycie dziennikarzy UWAGI! u pana Marka, wieczorem zabrali mężczyznę do schroniska. Wczoraj udało nam się skierować pana Marka do schroniska w Malborku. Dzięki Waszej wizycie udało się to, że pan Marek zrozumiał, że lepiej mu będzie w schronisku. Pracownik chodził tam wcześniej i zapraszał go do schroniska, ale tylko dobra wola podopiecznego może spowodować to, że zechce zmienić swój stan, w którym się znajduje – wyjaśnia Julita Jakubowska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Tczewie. Pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy społecznej zapewniają, że będą intensywnie pracować nad sytuacją pana Marka. Mężczyzną zajmie się psycholog. Pan Marek złożył tez do sądu wniosek o to, by matka udostępniła mu mieszkanie. Niestety matka również wystąpiła do sądu, by unieważnić akt notarialny, który wcześniej podpisała z synem. Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem - czekamy na Wasze zgłoszenia. Wystarczy w mediach społecznościowych otagować swój wpis (z publicznymi ustawieniami) #tematdlauwagi. Monitorujemy sieć pod katem Waszych alertów.
wyrzuciłam syna z domu